Ludzie dali dom
(Poruszyliśmy lawinę dobrych serc)
Na niewielkiej parceli w Woli Marcinkowickiej stoi już drewniany domek, w którym zamieszka wkrótce wraz z matką i młodszym bratem Bogdan Górszczyk, Przed blisko dwoma laty stracił on pod drezyną kolejową obydwie nogi. Tragedię 40-letniego mężczyzny szeroko opisywał "Dziennik Polski". Jako pierwszy na nasze apele zareagował senator Stanisław Kogut.
Na prośbę parlamentarzysty, składany budynek o wartości 20 tyś. zł przekazali dotkniętej przez los rodzinie Krzysztof Broński, Bogdan Ogorzałek i Krzysztof Jędrusik, właściciele Centrum Budowlanego MTM w Stróżach. Dom o powierzchni 60 m kw. to trzy pokoje, kuchnia i łazienka. Dach z blachy o wartości 15 tyś. zł ufundowali Andrzej i Jan Dudowie z Mszany Dolnej. 2700 zł, pochodzące ze sprzedaży własnego kalendarza, na rzecz częściowego wyposażenia lokum przekazali studenci WSB-NLU. Pomógł również Urząd Gminy w Chełmcu, budując drogę do działki budowlanej (stojący tam dom Danuty Kuci, matki Bogdana Górszczyka, spłonął przez kilkunastoma laty), prowadzi prace wykończeniowe, zajmuje się doprowadzeniem do posesji mediów.
- Dopiero po artykułach w "Dzienniku Polskim" zorientowałem się, że przecież Bogdan Górszczyk był przed laty moim kolegą z pracy w PKP - przyznaje senator Kogut. - Zrobiło mi się wstyd, że pomagam obcym ludziom, a kumpla i jego rodzinę pozostawiam na pastwę losu. Przy pomocy Fundacji na Rzecz Osób Niepełnosprawnych zakupiłem więc rodzinie tonę węgla, załatwiłem trochę najpotrzebniejszych mebli, a żona zadbała o nowiutką, ciepłą odzież. Później poprosiłem Krzysztofa Brońskiego o bezpłatne przekazanie domku i dziękuję mu za piękny gest. Na podobny zdobyli się Jan i Andrzej Dudowie, przedsiębiorcy z Mszany Dolnej. Lodówki i telewizor podarował Bogdanowi znany mi z piłkarskich boisk Piotrek Hływa. Wdzięczny też jestem studentom z Wyższej Szkoły Biznesu za ich spontaniczny odruch, no i oczywiście wójtowi Stawiarskiemu. - Energicznie zabrał się do roboty i efekty zaczynają być coraz wyraźniej widoczne. Zarzuciłem wędkę, a łowienie ryb należy teraz już do Bogdana Górszczyka i jego rodziny -
mówi senator Kogut.
- Dom znajduje się na razie w stanie surowym, a należy się spodziewać, że prace wykończeniowe pochłoną jeszcze sporo pieniędzy - podkreśla wójt Chełmca. - Apeluję więc do wszystkich firm o dalsze wspieranie przedsięwzięcia. Liczy się każda złotówka. Zapewniam, że
nie zostanie zmarnowana.
Danuta Kucia wyznała kiedyś reporterowi "Dziennika. Polskiego", że jej marzeniem jest zamieszkanie we własnych czterech ścianach.
- Nie chodziło o mnie, bo ileż mi jeszcze tego życia zostało - przyznaje kobieta. - Liczy się Bogdan. Jak będzie na swoim, to zawsze coś koło domku zasadzi, zadba o jakieś cielątko. Bo kto kalece poda rękę, kiedy ja oczy zamknę? No to wymyśliłam sobie ten domek, prosiłam Boga, ale prawdę mówiąc, ani mi do głowy nie przyszło, że naprawdę i kiedyś to moje marzenie się spełni. Nawet dzisiaj nie mogę uwierzyć, że budynek stoi już na mojej parceli. Przepraszam, że płaczę, ale ta ludzka dobroć glos mi odbiera. Jak ja się za to wszystko zrewanżuję? Jak podziękuję?
W sierpniu 2006 r. Bogdan Górszczyk stracił pod drezyną kolejową obydwie nogi. Po pobycie w szpitalu powrócił do należącego do Urzędu Gminy w Chełmcu mieszkania socjalnego, znajdującego się w Domu Czerwonego Krzyża w Klęczanach. Żył, a raczej wegetował tam, w warunkach urągających godności ludzkiej, w jednej izbie, pełniącej funkcję kuchni, sypialni i łazienki. W pomieszczeniu musiało się znaleźć również miejsce dla dwóch psów i kilku kotów. Rodzina utrzymywała się z niewysokich zarobków młodszego syna Danuty Kuci oraz z jej wdowiej renty. Budżet, dopóki pozostawał w pełni sił, starał się zasilać Bogdan Górszczyk, który jako bezrobotny bez prawa do zasiłku, imał się różnych doraźnych prac gospodarskich. Po reportażu zamieszczonym w "Dzienniku Polskim", gmina przyznała rodzinie dodatkowe lokum. Wkrótce ruszyła też opisywana pomoc ze strony instytucji, przedsiębiorstw i osób prywatnych.
DANIEL WEIMER Dziennik Polski (20 maja 2008)
