"Ziobryści" znokautowani.
Tłumy na spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim
(Sądeczanin) 24 listopada 2011 r.
Tłumy sądeczan przyszły na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim do Miejskiego Ośrodka Kultury przy al. Wolności w Nowym Sączu. Nie wszyscy się pomieścili w sali widowiskowej, była wypełniona po brzegi. Ludzie stali na schodach, w foyer i pod budynkiem. Takiej frekwencji nie było w Sączu na żadnym spotkaniu z politykiem w minionym 20-leciu.
Prezesa PiS powitano 23 listopada chlebem i solą, grały dwie kapele: lachowska i góralska z Krościenka. Na koniec sala na stojąco odśpiewała Kaczyńskiemu "Sto lat", a później jeszcze "Gwiazdkę pomyślności". Spotkanie prowadził senator Stanisław Kogut, który powiedział, że Polsce potrzeba "nowego Piłsudskiego", niedwuznacznie dając do zrozumienia, kogo ma na myśli.
Za stołem prezydialnym zasieli parlamentarzyści: Stanisław Kogut, Wiesław Janczyk, Barbara Bartuś, Anna Paluch, Piotr Naimski i Joachim Brudziński. W pierwszym rzędzie siedział prezydent Ryszard Nowak z wiceprezydentem Bożeną Jawor, przybyło wielu radnych miejskich i powiatowych. - Jesteśmy silni, wygramy, skoro jest z nami najsilniejszy człowiek na świecie! - cieszył się senator Kogut, gdy dostrzegł w trzecim rzędzie Tomasza Kowala, znanego strongmena z Krynicy-Zdrój. Poparcie dla Kaczyńskiego wykrzyczał z głębi sali Cygan w średnim wieku: - Panie prezydencie, Romowie też są z panem.





W półgodzinnym przemówieniu, wielokrotnie przerywanym oklaskami, Kaczyński powiedział, że Polska stoi obecnie przed jeszcze większymi wyzwaniami niż w 1989 roku. - Toczy się walka o naszą tożsamość, czy Polska pozostanie krajem chrześcijańskim i demokratycznym, próbuje się w krótkim czasie zmienić świadomość Polaków, co nie jest niczym nowym, z tym, że dotąd robiono to z zewnątrz, a obecnie są siły wewnętrzne zainteresowane przeprowadzeniem takiego eksperymentu - tłumaczył Kaczyński. Wymienił walkę z krzyżem, promocję homoseksualizmu, zmiany w programach szkolnych, poddawanie się dyktatowi tzw. poprawności politycznej. Mówił, że naród to nie jest pojęcie teoretyczne lecz realna wspólnota ludzi, połączonych wspólnym językiem, historią, kulturą i że Polacy mają prawo bronić swoją tożsamość narodową.
Komentując sejmowe expose Donalda Tuska prezes PiS powiedział, że premier chciałby kosztami koniecznych reform obciążyć najuboższych, którzy dotąd ponosili koszty dokonujących się po 1989 roku przemian gospodarczych.
- Płacimy rachunki za gigantyczny nieróbstwo, bałagan i różnego rodzaje patologię rządzących - mówił. Kaczyński nazwał PO partią establishmentu i mętnych interesów. - Życie społeczne, aparat państwowy zainfekowany jest przez partię rządzącą, wielkiego sojusznika różnych małych i większych interesów, realizowanych na poziomie kraju, województwa, powiatu, gmin - stwierdził. Mówił, że PiS przedstawia alternatywę wyjścia z kryzysu, ale wtedy "kto inny zyska, a kto inny straci". Z dalszego wywodu Kaczyńskiego wynikało, że powinny "stracić" instytucje finansowe i wielkie sieci handlowe, transferujące zyski za granicę. - Nadal aktualny jest podział na Polskę solidarną i Polskę liberalną - oświadczył. Szef PiS m.in. za "horrendalny" uznał pomysł wydłużenia wieku emerytalnego kobiet do 67 lat.
Zdaniem Kaczyńskiego wyborczy sukces PO zawdzięcza mediów głównego nurtu, które przekazują Polakom fałszywy obraz rzeczywistości. Jako przykład podał relacje telewizyjne z Marszu Niepodległości w Warszawie 11 listopada. -Telewizje nie pokazywaly zupełnie pokojowego marszu wielotysięcznego tłumu zwykłych Polaków, tylko walki uliczne. Przedstawiono mnie jako przywódcę chuliganów bijących się z policją. Był tam taki jeden mały, na biało ubrany, to ja - żartował i powtórzył: "Z rządów PO zostanie zapamiętana tragedia smoleńska, afera hazardowa i że Niemcy bili Polaków w Warszawie w Święto Niepodległości".
Lider największej partii opozycyjnej powiedział, że Polsce grozi utrata suwerenności. Kryzys w strefie euro prowadzi do dyktatu w Unii Europejskiej Francji i Niemiec. - Grekom nie pozwolono przeprowadzić wyborów, ani referendum, kraj zadłużony, to nie oznacza kraj okupowany! - grzmiał Kaczyński, dodając, że Francuzi i Niemcy chcą przejąć kontrolę nad budżetami małych państw unijnych. - To po co wtedy parlament narodowy? - pytał. - Przecież wokół sporu o wielkość podatków budowały się parlamentaryzm i demokracja.
Odnosząc się do rozłamu dokonanego w PiS przez "ziobrystów" Kaczyński powiedział, że to "incydent", który jego partia ma już za sobą. Frondystów nazwał ludźmi nieuczciwymi - Zrobili rozłam w 3 dni po uzyskaniu mandatów poselskich pod sztandarem PiS, tak się nie robi, to sprawa honoru i elementarnej uczciwości - powiedział Kaczyński, dodając, że honor jest emanacją polskości i nie można budować prawicy o oparciu o ludzi niewiarygodnych.
Temat "ziobrystów" wielokrotnie powracał w pytaniach z sali, m.in. pytano Kaczyńskiego, czy Zbigniew Ziobro i reszta mają szansę powrotu na łono macierzystej partii. - Jesteśmy w większości katolikami, a w naszej wierze, gdy jest grzech, to musi być skrucha, pokuta i dopiero przebaczenie - stwierdził wyraźnie już odprężony Kaczyński. Wyliczył, że prawica rozbita na dwa ugrupowania, np. z poparciem 20 i 10 proc. uzyskałaby 121 mandatów, a nie 157, które zdobył PiS w październikowych wyborach. - Tak działa ordynacja, promuje jedność i silniejsze ugrupowania - tłumaczył Kaczyński.
Andrzej Szkaradek, przewodniczący sadeckiej "S" , który przyprowadził na spotkanie kilkunastu weteranów związku z flagami i transparentami, powiedział, że jedynym przywódcą prawicy jest Jarosław Kaczyński, dlatego jest tak bezwzględnie zwalczany przez układ rządzący, wspierany przez "Gazetę Wyborczą" i TVN. - Kto tego nie rozumie nie nadaje się do polityki, albo jest na prawicy "służbowo" - oświadczył.
- Dużo się ostatnio mówi o Nowym Sączu w mediach centralnych, wolałbym, aby to poszło na konto Raciborza - dodał Szkaradek, wzbudzając wesołość sali (z Raciborza pochodzi poseł Arkadiusz Mularczyk).
Padły też pytania o tragedię smoleńską. - Jesteśmy bliscy wyjaśnienia tej tragedii, ale musimy uzyskać twarde dowody, których nie da się zakwestionować. Do ogłoszenia końcowego raportu potrzebne są jeszcze pewne badania i analizy. Czy państwo naprawdę uwierzycie, że topór może się złamać od rąbania drzewa, a ten samolot rozpadł się na tysiące kawałków od uderzenia w pień brzozy grubej na 40 centymetrów - mówił Kaczyński. Jest bardzo wdzięczny Antoniemu Macierewiczowi, swojemu "staremu towarzyszowi walk jeszcze w latach siedemdziesiątych" za uparte dociekanie prawdy o tym co się wydarzyło 10 kwietnia w Smoleńsku.
Jarosław Kaczyński podziela diagnozę, że armia polska jest w złym stanie, co jest fatalne dla kraju znajdującego się w takim położeniu geostrategicznym, jak nasz kraj. - Ale Polacy muszą zrozumieć, że armia kosztuje i na wojsku nie można oszczędzać - zaznaczył.
Wzruszony prezes PiS gorąco dziękował za królewskie przyjęcie, jakie mu zgotowali sądeczanie. - Nisko się państwu kłaniam! - powtarzał. Powiedział, że spotkania: w Nowym Sączu i wcześniejsze w Marcinkowicach, podniosły go na duchu i że te dobre emocje zabiera na grób brata w Krakowie, gdzie się udaje. Na pożegnanie nazwał Sądecczyznę polskim Piemontem, skąd wyjdzie odrodzenie kraju. - Chodzi o to, żeby Polacy żyli w dobrobycie, a Polska była wielka, na miarę swojego potencjału - zakończył Kaczyński, obiecując rychłe odwiedziny gminy Laskowa, gdzie PiS regularnie uzyskuje rekordowe w kraju poparcie.
Potem jeszcze delegacja Fundacji Osób Niepełnosprawnych im. Ojca Pio ze Stróż zdążyła wręczyć byłemu premierowi statuetkę nagrody "Amicus Minorum" (Przyjaciel Mniejszych). Podopieczni senatora Koguta zajęli z opiekunami dwa rzędy foteli w sali widowiskowej MOK. Wielu przyjechało na spotkanie z szefem PiS na wózku inwalidzkim.
W kuluarach Maciej Rysiewicz z Wilczysk, wydawca kalendarzy pszczelarskich i książek historycznych, stały felietonista miesięcznika "Sądeczanin", podarował Kaczyńskiemu woskową figurkę św. Ambrożego, słoik miodu oraz swoje publikacje.
Komentując jednym zdaniem starcie Jarosława Kaczyńskiego z "ziobrystami" w Nowym Sączu 23 listopada 2011 roku trzeba powiedzieć, że prezes PiS wygrał je bezapelacyjnie. To był nokaut! Sądeczanie zagłosowali nogami.
Henryk Szewczyk (Sądeczanin.info)


