Senator Kogut będzie w senacie, w wymiarze ogólnopolskim bronił praw rodziny. Znam jego wieloletnią pracę w tym zakresie.


prof.dr hab.inż. Janusz Kawecki

Stanisław Kogut przykładał swą rękę do działań na rzecz wartości, takich jak Bóg, Kościół Polski, Naród. Jest orędownikiem obrony życia i godności człowieka.
dr inż. Antoni Zięba

Stanisław Kogut faktycznie działa według swojego hasła wyborczego: "inni mówią, a ja robię". Przekonałem się o tym, przez wszystkie lata pracy u jego boku.

Józef Wilk - szef związków kolejarskiej "Solidarności".

Senator Stanisław Kogut dał mi się poznać jako tytan pracy na rzecz ludzi potrzebujących pomocy. Wynik wyborczy Stanisława Koguta jest adekwatny do wyników działań, jakie przez lata wypracowuje. Dla Stanisława Koguta liczy się przede wszystkim dobro bliźniego.
Leszek Langer - rzecznik biura prasowego Stanisława Koguta.

Praca w Senacie RP

powrót do strony głównej



W rocznicę tamtych wydarzeń

10 kwietnia 2011 r.






- Trudno dziś opisać to, jak czuliśmy się tam w Katyniu, gdy dochodziły do nas pierwsze informacje o katastrofie prezydenckiego samolotu, wspomina senator Stanisław Kogut. Podczas uroczystości rocznicowych w sądeckim ratuszu parlamentarzysta opowiadał o atmosferze panującej wśród oczekujących na przybycie polskiej delegacji na obchody 70. Rocznicy zbrodni katyńskiej. Przyjechaliśmy na miejsce pociągiem. Na początek zaproszono nas, posłów i senatorów na posiłek w zajeździe.

Jednak stamtąd szybko z posłem Arkadiuszem Mularczykiem wyszliśmy, ponieważ chcieliśmy koniecznie zobaczyć rampę kolejową, znajdującą się w pobliżu - na którą przywożono bydlęcymi wagonami jeńców do tutejszych łagrów. Musieliśmy jednak zawrócić, ponieważ nakazali nam powrót rosyjscy milicjanci. Dopiero po godzinie, na skutek próśb zabrano nas wszystkich z karczmy autobusem w to miejsce, gdzie znajduje się rampa. Podeszliśmy tam i modliliśmy się o wieczny spokój dla ofiar sowieckiego terroru.

Po dłuższej chwili udaliśmy się do lasu katyńskiego, gdzie znajdują się słynne tablice, ponieważ tam, przy polowym ołtarzu miały się odbyć zaplanowane uroczystości. Mieliśmy jeszcze zapas czasu, dlatego wraz z małżonką poszliśmy szukać tablic upamiętniających dwoje krewnych mojej żony, z rodziny Igielskich, rozstrzelanych w Katyniu. Znaleźliśmy je i w szczelinę pomiędzy mosiężnymi tabliczkami wetknęliśmy polską flagę z orłem w koronie. Poszedłem także zobaczyć wagon bydlęcy, który został tam postawiony, jako świadectwo i pomnik. Wszedłem do środka i zobaczyłem podłogę z desek, drewniane proste prycze przykryte słomą i płóciennymi workami. Na środku wagonu znajdował się prowizoryczny piecyk.









W takich warunkach przewożono Polaków przez wiele dni, czasem podczas bardzo mocnego mrozu. Niedługo potem miała na miejsce dotrzeć polska delegacja z prezydentem na czele. Trwały już modlitwy. Zaczęło się coś dziać. Zauważyłem ministra Jacka Sasina, który pośpiesznie udał się do służbowego samochodu i odjechał w nieznanym kierunku. W chwilę później otrzymałem z Polski od syna i córki smsy, mówiące o tym, że rozbił się prezydencki samolot. Początkowo nie wierzyłem, ale zaraz podszedł do mnie dziennikarz Jan Pospieszalski i potwierdził tą tragiczną wiadomość. Od razu rozpoczęła się modlitwa za ofiary katastrofy i za tych, co być może z wypadku ocaleli. Kolejne napływające wiadomości były coraz gorsze. W pamięci pozostał mi obraz wielkiej modlitwy narodowej, prowadzonej wspólnie przez księży rzymskokatolickich i prawosławnych. Modlono się koronką do Miłosierdzia Bożego. Zapowiedziano także mszę świętą. Początkowo myślałem, że to może samolot JAK się rozbił, jednak po ilości ofiar, które podawano do wiadomości szybko zorientowaliśmy się, że chodzi o samolot prezydencki. Dziś nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, ale słysząc o ocalałych z wypadku osobach - miałem przeświadczenie, że katastrofę przeżyła para prezydencka i być może prezydent Ryszard Kaczorowski.

Po godzinie od pierwszej wiadomości już wiedzieliśmy że nikt nie ocalał. Informację o skutkach tej niepojętej tragedii przekazał po pewnym czasie minister Jacek Sasin. Szybko zadecydowaliśmy, że zaraz po mszy świętej, której głównym celebransem był kapelan środowisk harcerskich - postanowiliśmy jak najszybciej wrócić pociągiem do kraju. Na miejscu, gdzie miała siedzieć para prezydencka położyliśmy wiązankę biało czerwonych kwiatów, a na każdym krześle przewidzianym dla uczestnika prezydenckiej delegacji - położyliśmy chorągiewki z barwami narodowymi. Przez całą drogę powrotną dzwonił mój telefon, tak samo było u każdego pasażera wracającego z uroczystości do Polski. Nie wiem, ile ich odebrałem, ale miałem wrażenie, że ciągle dzwoni. Jedni dzwonili, żeby sprawdzić, czy aby na pewno pojechałem do Katynia pociągiem i słysząc mój głos mówili - dzięki Bogu. Inni dzwonili i prosili o komentarz do tego, co działo się tam w Katyniu podczas oczekiwania na oficjalne uroczystości. Dzwoniło wielu dziennikarzy. Przyjechałem do Polski i od razu włączyłem się w organizację uroczystości pogrzebowych. Gdy zapadała decyzja o pochówku prezydenta i jego małżonki na Wawelu - zaproponowaliśmy wraz ze środowiskiem kolejarzy, żeby parę prezydencką przewieźć przez cały kraj pociągiem z Warszawy do Krakowa. Dziś, gdy pomyślę o tamtych dniach i tamtych przeżyciach wciąż uwierzyć nie mogę, że doszło do tak tragicznego wydarzenia.





Wszelkie prawa zastrzeżone. Administracja langerpress