15 kwietnia 2010 r.
Byłem w lesie katyńskim, gdy przyszła tragiczna wiadomość o wypadku polskiego samolotu pod Smoleńskiem. Widziałem samochody omonu, które w jednej chwili odjechały na sygnale z Katynia w kierunku Smoleńska. Jeszcze wówczas nic nie wiedzieliśmy o tragedii. Chwilę później zadzwonił do mnie syn i powiedział, że rozbił się samolot, tylko nie wiadomo jeszcze który - czy ten prezydencki, czy też drugi, który leciał do Smoleńska z dziennikarzami. Gdy docierały do nas kolejne tragiczne informacje, płakaliśmy jak dzieci. Patrzyłem na puste krzesła, które ktoś udekorował biało-czerwonymi chorągiewkami i przyszedł mi na myśl obraz prezydenta, który z troską pochyla się nad osobami niepełnosprawnymi. Każdego roku przysyłał upominki na spotkania mikołajkowe dla dzieci z ubogich rodzin. Wspomógł finansowo i organizacyjnie budowę hospicjum im. Chrystusa Króla w Stróżach. Dzięki dofinansowaniu prezydenta zakupiliśmy m.in. komplet materacy przeciwodleżynowych. Jeszcze zanim objął najważniejszy urząd w państwie, odwiedził Stróże. Wówczas m.in. złożył hołd w kościele parafialnym przy tablicach upamiętniających braci Igielskich, oficerów zamordowanych w Katyniu. Pamiętam, że jako prezydent RP, często przysyłał pióra z autografem, przywozili je współpracownicy prezydenta z prośbą - zlicytujcie te pióra, a pieniądze przekażcie na stróżańską fundację.
Pamiętam spotkanie w Warszawie. Spotkaliśmy się w Pałacu Prezydenckim. W spotkaniu uczestniczyli również ministrowie prezydenccy i pełnomocnik prezydenta Miasta Nowego Sącza - Leszek Langer. Rozmawialiśmy o sprawach transportu, o osobach niepełnosprawnych, a także o placówce edukacyjnej Instytutu Pamięci Narodowej, którą wówczas uruchamialiśmy w Nowym Sączu. Prezydent przyjął od nas statuetkę "Amicus Minorum" - to samo wyróżnienie, które pięć lat wcześniej przyjmował na Watykanie Jan Paweł II. Przyznawane przez osoby niepełnosprawne za szczególne zaangażowanie w problematykę tego środowiska. Widziałem, że Lech Kaczyński był wzruszony. Wręczyłem wówczas także obraz wykonany przez uczestników Warsztatów Terapii Zajęciowej w Stróżach, przedstawiający głowę cierpiącego Chrystusa. Wizerunek wykonany techniką sypania grysiku i herbaty. Prezydent nadziwić się nie mógł, że jest wykonany tak bardzo precyzyjnie i pytał ile godzin zajmuje praca nad tak niezwykłym obrazem.
Czuję ogromną pustkę i żal po tak ogromnej stracie. Znałem niemal wszystkich pasażerów tamtego tragicznego lotu. Dziś pozostaje tylko pielęgnowanie pamięci, modlitwa, uczestnictwo w pogrzebach i przekonanie, że ta ogromna ofiara z życia będzie być może największą lekcją patriotyzmu, której Polacy nie zapomną nigdy.
